Zaskakująco dużym zainteresowaniem cieszyły się informacje o dwóch ostatnich odkryciach w krzeszowskim Sanktuarium. O studni książęcej i ,,Biczowaniu” autorstwa M. Willmanna, można było usłyszeć nie tylko w lokalnych mediach, ale nawet w telewizji ogólnopolskiej. Zainteresowanie w internecie, szczególnie odnalezieniem studni książęcej, było niespodziewane - tylko w pierwszy weekend artykuł przeczytało ponad 2 tysiące osób. Okres zimowy, spokojniejszy jeśli chodzi o wizyty turystów, skłania i czasowo umożliwia na większą pracę badawczą, której efekty staramy się na bieżąco publikować.

 

Wykorzystując ciepłą aurę pierwszej połowy grudnia, zostały przeprowadzone prace porządkowo - inwentaryzacyjne przy studni książęcej. Głównym ich celem było jak najdokładniejsze przygotowanie dokumentacji, umożliwiającej wpisanie obiektu do rejestru zabytków. W dwudniowych pracach skupiliśmy się na oczyszczeniu klatki schodowej, prowadzącej do pomieszczenia studni. Zgodnie z przypuszczeniami, pod warstwą ziemi znajdowały się piaskowcowe schody. Zależnie od punktu były przysypane ponad metrową pokrywą gleby. Stopni jest 13, a oprócz pierwszego, każdy ma wymiar 35 na 113 cm. Pozwoliło to doprecyzować wzmiankę Ephraima Ignatiusa Naso, który pisał o ,,etliche Staffeln”. Pierwszy stopień jest dłuższy i jako jedyny został precyzyjniej obrobiony, a jego krawędź została zaokrąglona. Wykop rozpoznawczy pozwolił ustalić, że cała długość klatki schodowej wynosi 575 cm. Zauważalne były również pozostałości po deskach, które przykrywały wejście do studni. Również w wywożonej ziemi nie było materiału, pochodzącego z dawnej części naziemnej budowli. Było kilka sztuk cegieł, dachówek, kawałki współczesnej porcelany i mała, lekarska buteleczka z plastikową nakrętką. Na tej podstawie wysnuliśmy wniosek, że kiedy zburzono barokową część naziemną studni książęcej, wejście zabezpieczono deskami. Później powstał kurnik, a ziemia, która dostała się do wnętrza klatki schodowej pochodzi z okresu, kiedy go zburzono w drugiej połowie XX w.

W samym pomieszczeniu studni książęcej uszkodzony jest fragment sklepienia, przez który wpadał grunt. Według wykopów sondażowych do oczyszczenia jest ok. 40 cm warstwa ziemi pod taflą wody. Z dużą dozą prawdopodobieństwa po przeprowadzeniu takich prac (planowane są w przyszłości) podniesie się również poziom wody.

 

W przypadku obrazu ,,Biczowanie Chrystusa” prezentujemy porównanie czterech ,,krzeszowskich” kryptoportetów Michała Willmanna. Trzy pochodzą z cyklu 7 radości i 7 smutków w kościele p.w. św. Józefa. Od lewej: ,,Św. Józef, szukając gościny w Betlejem, nie znajduje jej” (2 smutek), ,,Św. Józef nadaje imię Jezus” (3 smutek) i ,,Św. Józef znajduje Jezusa w świątyni” (6 radość). Czwarty krypotoportret to świeżo rozpoznany na obrazie ,,Biczowanie Chrystusa”.

Duże kontrowersje budzi uznawanie wszystkich autoportretów w kościele p.w. św. Józefa. Powszechnie znane są tylko dwa pierwsze. Należy jednak zwrócić uwagę, że na wszystkich Willmann występuje dokładnie w takim samym stroju. W przypadku cyklu 7 radości i 7 smutków św. Józefa jego trzy autoportrety mają głębokie znaczenie symboliczne. Malarz był konwertytą, który pod wpływem nauk opata Arnolda Freibergera w Lubiążu przeszedł z kalwinizmu na katolicyzm. Pierwszy autoportret ukazywał go jako protestanta, który odmawia św. Józefowi i Maryi noclegu. Dlatego jest to scena Poszukiwania. Na fresku obok , artysta stoi wpatrzony w Dzieciątko Jezus i zaczyna się w nim duchowa przemiana. Tak jak dla świata narodziny Mesjasza były początkiem nowej wiary, tak i w sercu Willmanna narodziła się ,,prawdziwa wiara” – rzymsko – katolicka. Należy przy tym pamiętać, że wydźwięk krzeszowskich świątyń jest wybitnie kontrreformacyjny. Oba te obrazy umieszczono w cyklu smutków, bo dopiero w scenie Odnalezienia można zobaczyć Willmanna jak przysłuchuje się naukom Chrystusa. Tutaj jest już gorliwym katolikiem, który ,,odnalazł wiarę”, dlatego scenę umieszczono w radościach. Ten swoisty ,,tryptyk” tworzy ukrytą i niezwykłą historię nawrócenia. Świadczy o tym również zmieniający się wiek artysty na obrazach – w momencie rozpoczęcia prac nad freskami miał 63 lata.

Sanktuarium krzeszowskie jest kolosem ukrytym w górskiej kotlinie. Ogrom zabytków w nim zgromadzonych i stulecia historii, które pozostawiły po sobie namacalne ślady, wymagają przysłowiowej benedyktyńskiej pracy przy ich badaniu. Współcześnie udaje się przywrócić pamięć o niewielkich budowlach czy obrazach, które wcześniej przykryła patyna czasu.

K.M.