Gdy z półek sklepowych zostaną sprzątnięte ,,przeterminowane” znicze po 1 listopada, błyskawicznie ich miejsce zajmują kolorowe bombki, cukierki w kształcie sopla lub laski i najważniejszy – gruby krasnal w czerwonym kubraczku i białą brodą. Im bliżej końca roku jego wizerunek mnoży się na potęgę – w telewizji już nie tylko popija gazowaną, czarną breję, ale reklamuje wszystko co można podarować, zjeść, wypić lub zwiąże konsumenta umową na najbliższe pół roku. Wpadł do tego samego worka, co św. Walenty, obdarty z jakiegokolwiek sacrum czy estymy, ale nawet - wizerunku i historii.

W krzeszowskim kościele mariackim znajduje się kaplica św. Mikołaja. Obowiązkowy punkt zwiedzania, w szczególności dla grup dziecięcych. Z własnego doświadczenia – gdy stojąc w tej kaplicy zapytam dzieci jakiego świętego widzą na obrazie – popłoch i przerażenie w oczach. Nie wiedzą. Autentycznie, nie mają bladego pojęcia na kogo patrzą.

Takie pytania powinno się zadawać teologom, żeby po subtelnych atrybutach rozpoznali namalowaną postać, a nie dzieciom z podstawówki czy gimnazjum. Gdyby Feliks Antoni Scheffler w z 1743 r. namalował staruszka w czerwono – białym stroju z czapką z pomponem, to rozpoznanie go nie zajęłoby dzieciom więcej niż sekundę. Malarz był jednak złośliwy i namalował biskupa w złoto – błękitnej kapie i mitrze, który z pastorałem w dłoni błogosławi żeglarzy. Taki jest prawdziwy wizerunek św. Mikołaja, którego Kościół Katolicki wspomina 6 grudnia.

Św. Mikołaj urodził się w greckim Patras ok. 270 r., jako jedyny syn zamożnych rodziców, będąc długo wyczekiwanym potomkiem. Już w okresie swojej adolescencji wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także wrażliwością na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców w trakcie zarazy, odziedziczonym majątkiem chętnie podzielił się z potrzebującymi. Szczególnie hagiografowie wspominają o pewnym człowieku, który nie miał pieniędzy na posag dla swoich trzech córek. Nie widząc innej drogi, postanowił sprzedać je do domu publicznego. Kiedy dowiedział się o tym św. Mikołaj, podrzucił mu trzy złote kule, aby ten mógł dobrze wydać swoje córki za mąż. Nawiązał do tego nawet Dante w Boskiej komedii:

,,A głos ów znowu sławił dobrotliwość,

Przez którą dziewkom skłonionym na zgubę

Mikołaj dziewczą ocalił poczciwość.”

(Czyściec, pieśń XX)

Gorąca pobożność i nabożeństwo do Męki Pańskiej skłoniły św. Mikołaja do przedsięwzięcia pielgrzymki do Jerozolimy. Podczas rejsu zaskoczył statek sztorm, a marynarze błagali świętego, aby prosił Boga o ratunek. Nie zawiodło ich położone w nim zaufanie, wzburzone bowiem fale uspokoiły się i okręt ocalał. Odtąd uchodził św. Mikołaj za patrona żeglarzy. W interesujący sposób to wydarzenie opisała średniowieczna Złota Legenda, autorstwa Jakuba de Voragine: ,,Jednego dnia jacyś żeglarze znalazłszy się w niebezpieczeństwie tak modlili się ze łzami: Mikołaju, sługo Boży, okaż nam, czy prawdą jest to, co słyszeliśmy od tobie. Zaraz ukazał im się ktoś podobny do św. Mikołaja i rzekł: Oto jestem, ponieważ wołaliście mnie. I zaczął pomagać im przy żaglach, linach i innym sprzęcie żeglarskim; a burza natychmiast ucichła. Gdy zaś przybyli do jego kościoła, chociaż nigdy go przedtem nie widzieli, bez niczyjej wskazówki poznali go. Dziękowali tedy Bogu i jemu za ratunek, ale on powiedział im: Nie moim zasługom, ale łasce Bożej i waszej wierze przypiszcie swoje ocalenie”.

W tym samym czasie zmarł biskup Miry, a duchowieństwo wraz z ludem modliło się o szczęśliwy wybór. Ponieważ nie mogli dojść do zgody, postanowili powierzyć sprawę Opatrzności i tego osadzić na tronie biskupim, kto nazajutrz jako pierwszy przybędzie do kościoła na modlitwę. Przypadek zdarzył, że wracający z pielgrzymki św. Mikołaj, według swego zwyczaju rano pośpieszył do świątyni, aby podziękować Bogu za szczęśliwy powrót. Obejmując sakrę biskupią, powiększył swoje posty i umartwienia (Jest nawet urocza legenda, że będąc już niemowlęciem w środy i piątki ssał pierś matki tylko raz dziennie). Brał udział w soborze Nicejskim, gdzie zawzięcie tępił błędy arianizmu.

Św. Mikołaj zasłynął z wielu cudów i niezwykłych wydarzeń. Kiedy cesarz Konstantyn I Wielki skazał trzech młodzieńców z Miry na karę śmierci za jakieś wykroczenie, nieproporcjonalne do aż tak surowego wyroku, święty udał się osobiście do Konstantynopola, by uprosić dla swoich wiernych ułaskawienie. Wskrzesił młodych kleryków, których utopił w baryłce solanki chciwy na ich pieniądze karczmarz. Wedle opowiadań hagiograficznych miał także uratować trzech studentów z rąk rzeźnika, których chciał przerobić ich na kiełbasę. Na pamiątkę tej legendy św. Mikołaj jest patronem studentów i rzeźników. Oddał ducha w Mirze, a jego ciało wydzielało po śmierci balsam mający lecznicze właściwości. W 1087 r. jego relikwie wykradli kupcy z Apulii i przewieźli do włoskiego Bari.

Kult św. Mikołaj w Krzeszowie sięga samych początków fundacji. Dnia 6 stycznia 1295r. Bolko I. ufundował dla kościoła klasztornego 7 ołtarzy, w tym pod wezwaniem św. Mikołaja. Jeden z cystersów, którzy jako pierwsi przybyli do Krzeszowa 9 sierpnia 1292 r., miał na imię Nycolao, czyli Mikołaj. To imię nosiło również siedmiu opatów, będąc obok Jana, najczęściej przyjmowanym przez opatów imieniem. W  1704 r. opat Dominik Geyer wybudował, w należących do włości klasztornych, Starych Bogaczowicach kościół p.w. św. Mikołaja. Współcześnie niestety już nie istnieje, a jedyną pamiątką po nim jest figura św. Mikołaja, którą wyszła spod dłuta tzw. Mistrza figur ze Starych Bogaczowic (obecnie w kościele parafialnym). Warto wspomnieć również o osobie Mikołaja Lutterottiego - benedyktyna, żyjącego w krzeszowskim klasztorze w XX w. Był on autorem dużej liczby książek i publikacji o opactwie, które są bezcenną literaturą, dotyczącą historii i dzieł sztuki, które powstały w krzeszowskim kręgu artystycznym.

Czy współcześnie walka o przywrócenie tożsamości św. Mikołaja ma jakikolwiek sens? Nie chodzi absolutnie o likwidacje ,,mikołajek”, czy zaprzestanie obdarowywania się wzajemnie dobrocią i prezentami. Może po prostu chodzi o świadomość, że gdy dziecko zada swoim rodzicom pytanie; ,,Czy istnieje św. Mikołaj?”, to należy odpowiedzieć:,,Istnieje i oręduje za nami w niebie”. O świadomość, że św. Mikołaj nie jest i nie był czerwonym krasnalem, ale osobą wyniesioną do chwały ołtarzy, która wypowiedziała słowa: „Nie moim zasługom, ale łasce Bożej i waszej wierze przypiszcie swoje ocalenie”.

 

K.M.