W dniu 19 października 2015 r. pracownicy sanktuarium Matki Bożej Łaskawej udali się na pielgrzymkę do ziemi kłodzkiej. Wyprawa była podziękowaniem za przebyty sezon pielgrzymkowo-turystyczny. Symbolicznym początkiem pielgrzymki była Eucharystia w Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin w Wambierzycach. Przy ołtarzu soborowym stanęli ks. kustosz Marian Kopko i ks. rezydent Jerzy Jerka, aby zanieść uroczystą modlitwę ludu Bożego do Zbawiciela i Jego Matki.

Za alabastrowymi ornatami duchownych w ołtarzu głównym zasiadała Bogurodzica, której gotycką figurkę otacza się czcią od średniowiecznego cudu, gdy Jan z Ratna odzyskał światło wzroku. Krzeszowscy pątnicy z uznaniem podziwiali kunsztowną ambonę czy ex vota zgromadzone w krużgankach. Mieli również okazję poznać i wysłuchać kustosza wambierzyckiego kustosza i wikariusz prowincjalnego franciszkanów o. Alberta Krzywańskiego, gdyż to właśnie ubodzy zakonnicy w brązowych habitach prowadzą w sanktuarium duszpasterstwo oraz prace remontowe w bazylice. Jako, że Wambierzyce są podobnie jak Krzeszów nową Jerozolimą, swoje kroki pielgrzymi skierowali na dróżki  kalwaryjskie, aby wędrować po 74 stacjach drogi krzyżowej. Następnym punktem wycieczki była największa górska twierdza w Europie, położona w Srebrnej Górze. Zdobywając szczyt Warownej góry oczom turystów ukazały się bastiony donżonu, a odziany w pruski mundur przewodnik prowadząc po kazamatach, opowiadał o historii srebrnogórskiej fortyfikacji. Również w tym dawnym górskim miasteczku miał miejsce posiłek, po którym nadszedł czas na ostatni punkt wycieczki – podziemia w Osówce. Wędrując po hitlerowskich podziemiach Krzeszowiacy mieli okazję podziwiać wydrążone w gnejsie potężne hale i korytarze. Wchodząc do łódki, która muskała taflę wody w mrokach zalanej sztolni, na myśl przychodziły skojarzenia z podróżą po Styksie, prowadzoną przez Charona. Gdy turyści wychodzili z sowiogórskich wyrobisk słońce chyliło się ku zachodowi, a kiedy pątnicy powrócili do domów ciemności jesiennej nocy ogarnęły krzeszowską kotlinę.

 

K.M.